Są książki, które biorą człowieka za rękę i mówią: „chodź, odpocznij trochę”. Bez ciężaru, bez wielkich dramatów, za to z humorem, dystansem i takim ciepłym morałem, który zostaje w głowie na dłużej. Dziś wracamy do tej książki i do recenzji, która już kiedyś pojawiła się u mnie – a że nadal mam do niej ogromny sentyment, to pomyślałam, że zasługuje na małe przypomnienie.
Swoją drogą – moim osobistym zdaniem pani Edyta jest zdecydowanie królową sag rodzinnych na naszym rodzimym rynku czytelniczym, ale do tego jeszcze wrócimy w innym wpisie, bo to temat na osobną notkę. Tu bowiem dostajemy coś zupełnie innego niż to, do czego autorka mogła nas przyzwyczaić. I jasne: nie każdemu taki klimat przypasuje… ja jednak byłam zachwycona. To książka lekka, przyjemna, zabawna i z morałem – dokładnie taka, jakiej potrzebowałam.
Bohaterką jest Madzia Kociołek – trzydziestopięcioletnia „stara panna” (ach, jak ja nie lubię tego określenia…), niepozorna szara myszka, którą przytłaczają kompleksy i nieustanne poczucie, że wszyscy wokół radzą sobie lepiej. Madzia jest inteligentna i wrażliwa, ale brakuje jej asertywności. Zbyt często milczy, zbyt łatwo ustępuje, a ludzie – jak to ludzie – potrafią to wykorzystać.
Do tego dochodzi cały wachlarz życiowych „wpadek”, które zdają się ją prześladować: oczko lecące przez całe rajstopy, plamy w najmniej odpowiednim momencie, katastrofy stylizacyjne i sytuacje tak absurdalne, że aż człowiek łapie się za głowę… a po chwili śmieje się w głos, bo przecież dokładnie wiemy, że takie rzeczy lubią przytrafiać się właśnie tym najbardziej pechowym osobom.
Madzia za wszelką cenę chce odmienić swoje bezbarwne życie. I w końcu nadchodzi moment, kiedy jej potencjał zostaje dostrzeżony – dostaje szansę, by pokazać, na co ją stać. A to uruchamia lawinę zdarzeń, które nie tylko wywracają jej codzienność do góry nogami, ale też prowadzą do zmian… czasem śmiesznych, czasem bolesnych, a czasem bardzo zaskakujących. Jest w tym satyra, jest krzywe zwierciadło, jest też ważna myśl: łatwo przesadzić, kiedy za wszelką cenę chce się „wreszcie” stać kimś innym.
Co mnie kupiło?
Przede wszystkim klimat. Lekkość i ironia, ale bez złośliwości. Humor, który jest mądry, trafny i naprawdę poprawia nastrój. I te cudowne, powracające co jakiś czas reakcje Madzi – ja przepadłam! Teksty typu:
„o słodki batoniku z marcepanem”
albo
„Aaa!!! O kotlecie schabowy z mizerią!!!”
to było złoto. Takie drobiazgi sprawiają, że bohaterka staje się bardzo „żywa”, a czytelnik (albo słuchacz) ma wrażenie, jakby siedział obok i obserwował to całe zakręcone zamieszanie z pierwszego rzędu.
Podobało mi się też to, że książka ma pomysłową, nietypową narrację i prowadzi do nieoczywistego zakończenia. Nic tu nie jest podane najprostszą drogą, a morał wcale nie wali po głowie – raczej wybrzmiewa gdzieś między wierszami.
Słuchałam w formie audiobooka i muszę to napisać wprost: Pani Marta Markowicz robi tu ogromną robotę. Jej interpretacja dodaje tej historii duszę, podkręca humor i sprawia, że te wszystkie „Madziowe” reakcje brzmią jeszcze zabawniej. Idealne do słuchania w drodze, przy domowych obowiązkach albo wieczorem, kiedy człowiek chce się po prostu wyciszyć i poprawić sobie nastrój.
Podsumowanie
Warto też wspomnieć, że pierwsze wydanie tej książki ukazało się w 2013 roku pod tytułem „Zakręcone życie Madzi Kociołek” – i według mnie ten tytuł pasuje jak ulał, bo to naprawdę życie pełne zakrętów, wpadek i niespodzianek.
Lekka, łatwa, przyjemna – w sam raz na urlop, na reset, na czytelniczy „oddech”. Ja bawiłam się świetnie, uśmiech nie schodził mi z twarzy, a przygody Madzi na moment oderwały mnie od codzienności.
Zdecydowanie polecam – zwłaszcza jeśli macie ochotę na książkę z humorem, dystansem i morałem, który zostaje w sercu, a nie tylko na ostatniej stronie.
I jeszcze na sam koniec, już totalnie po czytelniczemu: jeśli lubicie moje recenzje i chcecie wesprzeć moje dalsze książkowe działania, to zachęcam do wpłacenia na moje konto w Suppi – możecie mi po prostu postawić kawkę ☕ Będzie mi ogromnie miło i pomoże mi to tworzyć dla Was kolejne wpisy, recenzje i polecajki. Dziękuję z całego serca! 🤍
Czytałam tę książkę w pierwszym wydaniu, dobrze wspominam :)
OdpowiedzUsuńMożna się zrelaksować :-)
Usuń