2026
Recenzja Przerwa świąteczna Joanna Tekieli
„Nigdy nie wiemy, co nam przyniesie jutro... Nie ma czegoś takiego jak stabilizacja, bo czasem jedno zdarzenie może sprawić, że wszystko, co sobie poukładamy, rozsypie się w proch i w naszym domu zapanuje chaos...”
„Przerwa świąteczna”Joanna Tekieli
Witajcie miłośnicy czytania 🎄
Dzisiaj mam dla Was coś co idealnie wpisuje się w obecną rzeczywistość, kiedy to większa część z nas ma świąteczną przerwę. To najlepszy moment by znaleźć chwilę dla siebie usiąść i zrobić przerwę na czas z książką. Są takie książki, które bierzesz do ręki „na chwilę”, a potem okazuje się, że z poranka zrobiło się późne popołudnie, herbata dawno wystygła, a Ty dalej czytasz, bo po prostu musisz wiedzieć, co będzie dalej. Dla mnie właśnie taka była powieść „Przerwa świąteczna”, którą stworzyła Joanna Tekieli.
Rozsiądźcie się wygodnie weźcie sobie ulubioną zimową herbatkę, a ja chętnie przybliżę Wam trochę bardziej tę piękną świąteczną historię i jej bohaterów, a także opowiem o swoich odczuciach i wrażeniach po jej przeczytaniu.
![]() |
źródło zdjęcia: instargram Joanna Tekieli (Zegar ze zdjecia opisany jest w książce, stanowi przedmiot spajający lekture w całość) |
Na początku poznajemy bohaterów. Historia rozpoczyna się od prostego, a bardzo życiowego kontrastu marzeń o idealnych świętach. Milena, to ambitna i zadaniowa kobieta, która pragnie dać synowi wszystko, czego sama w dzieciństwie nie miała. W jej głowie święta mają być dopięte na ostatni guzik, wyjątkowe, „na poziomie”, więc planuje wyjazd do luksusowego hotelu w Alpach. Ma być pięknie, wygodnie, bez stresu i z czasem tylko dla nich.
Z kolei Filip, samotny ojciec, marzy o czymś zupełnie przeciwnym: o świętach spokojnych, domowych, bez pośpiechu. Chciałby zaszyć się z książką, pograć w planszówki, obejrzeć telewizję, zjeść coś pysznego i po prostu… odpocząć. Do tego dochodzą młodsi bohaterowie: nastoletni Piotrek, który chce jednego czyli świętego spokoju i czasu na czytanie ulubionego autora, oraz Julka, koleżanka z klasy, marząca, żeby w te święta wydarzyło się coś niezwykłego.
Jak to w dobrych historiach los bywa przewrotny. Tu nic nie idzie idealnie według planu. Pojawia się seria zdarzeń, które rozsypują świąteczne plany na kawałki, wszystko zgrabnie mieszając. Wytrąca to naszych bohaterów ze strefy ich komfortu i zmusza do zmierzenia się z tym, co na co dzień przykryte jest obowiązkami, dumą lub kontrolą. Bardzo podobało mi się to, że ta książka nie jest cukierkową laurką – Świąteczna atmosfera jest wyczuwalna, ale pisarka wprowadza też chaos, zderzenie charakterów i emocje, które potrafią w tym przedświątecznym czasie nas nie raz przerosnąć i przytłoczyć w połączeniu z tym co jeszcze „muszę zrobić, dopilnować, kupić, sprzątnąć ”. Wy też to znacie?
W tej historii ogromną rolę odgrywa fakt, że pozory potrafią niejednokrotnie bardzo nas zmylić. Na początku łatwo kogoś zaszufladkować i ocenić wrzucając do jednego wora: „ta jest taka”, „ten jest taki”. Jednak z biegiem czasu, im bliżej poznajemy bohaterów, tym bardziej wychodzi na jaw, że każdy z nich niesie w sobie coś więcej niż pokazuje światu. Każde z nich ma swoje lęki, potrzeby i powody, dla których pragnie właśnie takiej, a nie innej wersji świąt. I to jest moim zdaniem jedna z najpiękniejszych i najprawdziwszych rzeczy w tej wyjątkowej powieści. Książka udowadnia, jak bardzo człowiek nawet ten największy mogłobysię wydawać gbur przy bliższym poznaniu może zyskać. Czasem wystarczy rozmowa, jeden wspólny wieczór, drobny gest, żeby zobaczyć więcej niż pierwsze pozorne wrażenie.
No i emocje… Oj, tutaj było wszystko. Ta powieść potrafiła wycisnąć ze mnie łzy wzruszenia, ale równie często doprowadzała do mnie do łez ze śmiechu. Wszystkie wydarzenia są tutaj tak życiowe i tak celnie napisane, że widziałam je oczami wyobraźni jak sceny z filmu. Humor jest naturalny, nie wymuszony, nic tu nie jest na siłę. A moje wzruszenie wynika z tego, co bohaterowie przeżywają jakie nawiązują relacje i jak bardzo życie potrafi ich zaskoczyć.
Ta książka to daje też do myślenia. Po przeczytaniu książki naszła mnie refleksja o tym, że nie zawsze potrzebujemy idealnego miejsca i dokładnego planu, żeby poczuć radość, bliskość czy zaznać szczęścia. Do tego wcale nie trzeba wielkich gestów. Świąteczna magia nie musi oznaczać fajerwerków. Czasem to właśnie wtedy, gdy coś się sypie, człowiek ma szansę zobaczyć prawdę o sobie i o innych.
Podsumowując
Ta książka była niezwykle przyjemnym oderwaniem od świątecznego rozgardiaszu, napisana lekko i płynnie, a przy tym pełna ciepłych emocji. Czytało mi się ją naprawdę świetnie, bo autorka ma ten dar: potrafi rozbawić, wzruszyć i zostawić w głowie myśli, które wracają jeszcze nie jeden raz po zamknięciu książki.
Jeśli więc szukasz książki na grudniowy czas takiej, która otuli, rozbawi, wzruszy i zostawi po sobie ciepło, a jednocześnie pokaże, jak przewrotny potrafi być los,to ta lektura będzie świetnym wyborem. Idealna na wieczór pod kocem, z herbatą w dłoni i tą myślą, że czasem najlepsze rzeczy dzieją się wtedy, kiedy plan przestaje działać. Nie jeden z nas zna podobne historie, które rozpoczynają się katastrofą, a potem przeradzają w coś niezwykłego i nieoczekiwanego.
A Wy znacie już tę książkę? Jeśli nie, to serdecznie polecam!
Zaczytanej przerwy świątecznej📚☺♡




Bardzo zachęciłaś mnie opisem tej przewrotności losu i brakiem „cukierkowatości” – to w świątecznych historiach cenię najbardziej. Kontrast między Mileną a Filipem brzmi niezwykle życiowo.
OdpowiedzUsuńWłaśnie skończyłam czytać „Tam, gdzie jest miejsce przy stole” i była to moja ostatnia powieść świąteczna w tym sezonie. „Przerwę świąteczną” Joanny Tekieli dopisuję więc do listy i zostawiam sobie na przyszły rok.
W wolnej chwili wpadnij też do mnie na bloga zobaczyć, co u mnie ostatnio wylądowało na tapecie.
Lubię książki autorki, więc na pewno by mi się podobała.
OdpowiedzUsuń