2026
Recenzja Świąteczna zamiana - Daria Kaszubowska, Natalia Przeździk
Niektórych wyborów życiowych można dokonywać wielokrotnie. Tych niewielkich, jak kwestia fryzury, tych większych, jak nowe hobby, czy tych bardzo dużych, jak kierunek studiów albo rozpoczęcie pracy. Ale inne można podjąć tylko raz, i zmieniają człowieka na całe życie. Można żałować, można w przypływie wyrzutów sumienia szukać nowych dróg, ale nie sposób zawrócić.
„Świąteczna zamiana” Daria Kaszubowska, Natalia Przeździk
Witajcie ponownie kochani ❤️
Zgodnie z tym co za oknem pozostajemy w zimowym, klimacie bo dzisiaj mam dla Was recenzję powieści „Świąteczna zamiana”, którą stworzyły Daria Kaszubowska, Natalia Przeździk. Dziękuje autorkom za ten bardzo udany duet, to był świetnie spędzony czas z książką i dający do myślenia w tym świątecznym czasie. Weźcie sobie herbatkę tudzież inny rozgrzewający napój, a ja z wielką przyjemnością opowiem Wam o świątecznej zamianie i jej bohaterkach.
Bliźniaczki Blanka i Nina urodzone w adwencie są jak te czekoladki z kalendarza: niby z jednej paczki, a każda zupełnie inna.
Blanka jest jak domek z piernika. To dziewczyna ciepła, rodzinna, wrażliwa, skłonna do wzruszeń, wierząca w miłość i wciąż mająca nadzieje na to, że „jakoś to będzie”, nawet jeśli kosztuje ją to kolejne poświęcenie. Dla niej święta, to tradycje, zapach choinki, dwanaście potraw, rodowe bombki i ta magia, którą próbuje utrzymać przy życiu, nawet gdy w środku coś już dawno skrzypi.
Nina z kolei jest jak prezent z niespodzianka bywa nieprzewidywalna, intensywna, charakterna. Jej święta wcale nie muszą pachnieć barszczem. Dla niej mogą pachnieć morzem i sushi zamówionym w restauracji. Jest w niej ogień, impuls, odwaga… ale też tajemnica. I to taka tajemnica, która nie zawsze idzie w parze ze spokojem.
Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że każda z nich znalazła swoje „szczęście” Tylko wiecie… czasem to szczęście zdecydowanie bardziej „ładnie wygląda na zewnątrz” niż „dobrze się w nim oddycha”. Trochę jak nie całkiem smaczny cukierek w pięknym opakowaniu. Dla mnie anyżowy. To było moje rozczarowanie z dziecięcych czasów. Dostajesz cukierka, super. Otwierasz, próbujesz, a tam... no właśnie! anyż. Jedni kochają, inni nienawidzą, a Ty? Do której grupy się zaliczasz ? No,ale wracając do książki ...
Tutaj pojawia się ten motyw, który kupił mnie totalnie: zasada znana każdemu, kto choć raz usłyszał (albo powiedział): „załóż moje buty, przejdź moje ścieżki, a dopiero potem oceniaj mnie i moje wybory”.
Bliźniaczki postanawiają więc z inicjatywy jednej z nich zamienić się życiem na kilka dni we wpasowujących się idealnie w moment okolicznościach.
Blanka w szpilkach Niny rusza na północ, przekonana, że czeka ją sama przyjemność singielskiego spokojnego życia. A Nina analogicznie w „rozdeptanych botkach” Blanki jedzie na południe, gdzie trafia w sam środek rodzinnych układanek: nieporadnego męża, ciężkiej atmosfery i teściowej, z którą łatwo się nie oddycha.
Czy teściowa z piekła rodem i zadziorna pewna siebie bliźniaczka znajdą wspólny front? Czy spokojna jej ułożona obowiązkowa i tęskniącą za najbliższymi siostra będzie umiała odpocząć i skorzystać z relaksu? uwierzcie mi odpoczywać też trzeba umieć i dla kogoś kto z dnia na dzień żyje na pełnych obrotach wcale nie jest to łatwe. Coś o tym wiem.
I tu zaczyna się najlepsze, bo ta zamiana to nie jest tylko komedia pomyłek chociaż bywa przezabawnie! To jest przede wszystkim zderzenie z tym, co w cudzym życiu niewidoczne z boku: zmęczeniem, samotnością, presją, poczuciem niedocenienia, ale też z tymi drobnymi rzeczami, które mimo wszystko trzymają człowieka w pionie.
Autorki świetnie pokazują, jak łatwo jest patrzeć na czyjeś „wybory” i myśleć: „ja bym tak nie zrobiła”, dopóki nie trzeba w to wejść po uszy.
To nie jest przesłodzona świąteczna opowieść, gdzie magia rozwiązuje wszystko w trzy rozdziały. Tu święta są tłem jednym razem ciepłym i migoczącym, a innym trochę bezlitosnym, bo kiedy wszyscy mówią o bliskości i miłości, najbardziej czuć to, czego brakuje.
Podsumowując
Bardzo podobało mi się to, że książka uczy empatii bez moralizowania. Pokazuje, że czasem „cud” nie polega na wielkich gestach, tylko na tym, że ktoś wreszcie zobaczy prawdę i poczuje to co czuje ktoś kogo tak łatwo przychodzi nam ocenić obserwując to jedynie z boku i nie widząc wszystkiego z czym się zmaga. Każda z sióstr dostrzeże też coś co być może umknęło tej drugiej lub bała się z tym zmierzyć. I zostawi otwartą furtkę. Czy po powrocie do swojego życia obie będą umiały ją przekroczyć? Zachęcam Was bardzo do przeczytania i przekonania się.
I tak to jest historia o dwóch siostrach, ale moim zdaniem to też historia o tym, jak często my sami gramy role: dla rodziny, dla partnera, dla świata. I jak trudno jest przyznać przed sobą: „nie jestem szczęśliwa”, bo przecież „powinnam być”.
Po drugie: z tą powieścią płyną też refleksje i przemyślenia. Bo ile razy myślimy, że czyjeś życie jest łatwiejsze, ciekawsze, lepsze… nie mając pojęcia, co ta osoba dźwiga po cichu i z czym się zmaga? a pamiętajmy, że cierpienie nie zawsze nie widać, a nie rzadko jest skryte pod maską uśmiechu.
Po trzecie: to bardzo fajna mieszanka humoru, emocji i świątecznego klimatu, ale bez przesady i lukru tak prawdziwie i życiowo.
I serio całym sercem Wam tę powieść z Martusią polecamy. To jedna z tych książek, które niby są „o świętach”, a tak naprawdę są o życiu. Możemy po jej przeczytaniu zadać sobie samym kilka ważnych pytań.
Czy naprawdę znamy ludzi, których kochamy – czy tylko ich wersję, którą nam pokazują? Ile razy ocenialiśmy czyjeś wybory, nie znając całej historii i ceny, jaką ktoś płaci za swoje „szczęście”?
Co by się stało, gdybyś przez tydzień musiał/a żyć czyimś życiem – czy dalej mówił/abyś „masz łatwiej”?
Jeśli lubicie książki, które są ciepłe, wciągające, ale jednocześnie zostawiają w sercu i głowie coś więcej niż tylko świąteczne dekoracje, to ta historia zdecydowanie powinna Wam się naprawdę spodobać.
Będzie mi bardzo miło jeśli zostawicie po sobie komentarz,to dla mnie sygnał, że z przyjemnością tu czytelniku gościsz. Zaczytanego dnia ☺♡
PS. Jeśli spodobała Wam się moja recenzja,to klikajcie w „postaw mi ciasteczko”🍪To pomoże mi się bardziej rozwinąć i zrzucisz się tym samym np na nową książkę do recenzji czy wizytę mojego rehabilitanta😉





Bardzo trafnie to ujęłaś, zwłaszcza z tymi anyżowymi cukierkami, bo miałam identyczne odczucia w dzieciństwie. Twoja recenzja daje do myślenia, szczególnie w kwestii tego, jak łatwo oceniamy innych, nie znając ich codziennych trudności i tego, co ukrywają pod uśmiechem.
OdpowiedzUsuń