2026
Recenzja Zimowy świt nad Wigrami – Urszula Gajdowska
Tego wieczoru nikt nie grał ról. Wszyscy byli po prostu ludźmi, z historiami, które zaczynały się leczyć.
Uruszula Gajdowska Zimowy świt nad Wigrami
Dziś pozostajemy w mroźnym klimacie, bo mam dla Was powieść „Zimowy świt nad Wigrami”, którą napisała dla nas Urszula Gajdowska. To opowieść z tych przez które płyniemy razem z bohaterami z zaciekawieniem śledząc ich losy. Najpierw chciałbym podziękować autorce za egzemplarz książki do recenzji. Dziękuję za zaufanie i za tę opowieść. Za klimat Wigier, za emocje i za
to, że obok pięknej historii znalazło się miejsce na temat, o którym
wciąż mówi się za mało. Czy ta historia mi się spodobała? Co sądzę o książce i jej bohaterach? Na te i inne pytania odpowiedź znajdziecie w recenzji. Weźcie sobie coś pysznego i lecimy z tematem.😉
Po latach dorosła Julia odziedzicza stary dwór nad Wigrami. Dwór, który nie tylko ma swoją historię, ale też wraca do niej w snach. Co więcej wcale nie są to spokojne, przyjemne obrazy. W życiu Julii znów pojawia się Robert, obecnie znany architekt, który podejmuje się renowacji posiadłości. W pakiecie dostajemy też Szymona, do którego dziewczyna od pierwszej chwili nie pała sympatią. Pojawia się także wątek opieki nad ośmioletnią dzieczynką z objawami zaburzenia, które uruchamia w Julii dawno wyparte wspomnienia.
A na dokładkę jeszcze legenda medalionu... tajemnicza kobieta wymazana z rodzinnego drzewa i sny o dawnych świętach, które robią się coraz bardziej niepokojące. No i tu już naprawdę zaczyna się dziać…
To taka książka, którą czyta się z przyjemnością od pierwszych stron. Nawet jeśli w środku kryją się tematy trudne, bolesne i bardzo życiowe. I właśnie taka jest ta opowieść. Ciepła w odbiorze, płynna, wciągająca, a jednocześnie poruszająca. Dla mnie to była lektura, przy której można się zatrzymać, poczuć emocje, ale też po prostu odpocząć.
Ogromnie podobało mi się też to, jak pisarka opisuje tereny nad Wigrami. Czuć, że to przestrzeń bliska jej sercu. Nie są to tylko „ładnie opisane widoczki”, ale pełnoprawna część opowieści. Ten zimowy krajobraz, dwór, atmosfera tajemnicy i wspomnień, wszystko to razem tworzy tło, które naprawdę działa na wyobraźnię. Czytając te powieść momentami miałam wrażenie, jakbym stała gdzieś obok tego dworu i patrzyła na zamarznięte jezioro.
Ta książka jest o miłości i lojalności, ale też o utraconych szansach, bolesnych wspomnieniach i o tym, jak przeszłość potrafi trzymać człowieka za gardło przez długie lata. Wcale nie chodzi tylko o romans. Bardziej o wybory, konsekwencje, rodzinne pęknięcia i to, jak łatwo kogoś skrzywdzić mając dobre intencje. Nie zawsze coś co według nas jest dla kogoś dobre, rzeczywiście takim jest.
Ponadto książka porusza ważny temat społeczny. Autorka opisuje wątek mutyzmu wybiórczego w sposób, który nie jest tylko „dopisem” do fabuły. To temat pokazany rzetelnie z odpowiednią wrażliwością i uważnością na emocje dziecka. Jak i również na to, jak otoczenie dość często nieświadomie potrafi pogłębiać problem. Bardzo doceniam, że to nie jest sensacyjny ozdobnik tylko realny, ważny wątek, który daje czytelnikowi do myślenia.
Jak potoczy się relacja Anny,Julii i Szymona? Gdzie w tym wszystkim będzie Szymon? I jaką rolę w powieści odgrywa mutyzm wybiorczy?Czy da się „odkręcić” coś, co zostało zniszczone przez intrygę i milczenie? Czy przeszłość powinna mieć prawo decydować o naszej przyszłości, jeśli bardzo chcemy zacząć od nowa? Czy według Was łatwiej jest wybaczyć… czy zrozumieć?
Napiszcie mi czy lubicie tego typu powieści i czy znacie książki autorstwa Urszuli Gajdowskiej? Jeśli nie, warto zacząć właśnie od tej książki. Uciekam zanurzyć się w świat kolejnej książki, a Wam życzę miłego dnia!♡☺
PS. Zapraszam na moje media społecznościowe. 😉


Bardzo podobała mi się ta historia.
OdpowiedzUsuńOoo super, ja właśnie zaczynam Rosą pisane :)
OdpowiedzUsuń